Grzegorz Krzyżanowski
1976 - 2009
"Żegnamy się z Tobą na krótką chwilę, jaką jest życie, bo dzieli nas tylko czas..."
 
 
 
Grzesiu, urodził się 15 marca w 1976 roku w Ostrowcu Świętokrzyskim. Znak zodiaku - ryby. Ale to właściwie bez znaczenia, gdyż Grzesiu, nigdy nie przykładał uwagi do zabaw w horoskopy.
 
Grzegorz najpierw mieszkał w Ostrowcu, ale po maturze, zaczął nowy etap w swoim życiu przeprowadzając się do Warszawy. W zeszłym 2008 roku z chwilą wybudowania domu dla siebie, swojej żony Agatki i córeczki Weronisi, przeniósł się pod Warszawę do Hipolitowa. Niestety, mieszkał tam tylko 3 miesiące.
 
W Ostrowcu skończył szkołę podstawową i Liceum im. Władysława Broniewskiego. Potem, po maturze postanowił wyjechać do Warszawy. Studiował dziennie Inżynierię lądową na jednej z najlepszych polskich Uczelni, Politechnice Warszawskiej.
 
Studiował bardzo sumiennie, obowiązkowo i solidnie, co jednak nie przeszkodziło mu prowadzić ciekawego życia towarzyskiego. Grzesiu, miał mnóstwo kolegów i przyjaciół. Kilku z nich miałem przyjemność poznać osobiście i do tej pory utrzymuję z nimi bardzo dobre kontakty.
 
Z chwilą przyjścia na świat jego córeczki Weronisi, Grzegorz powiedział mi, że jeżeli chodzi o sferę osobistą to czuje się spełniony i czuje się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bo dostał od losu nawet więcej niż chciał. Kochał swoją Weronisię i dbał o nią jak o największy skarb. Ja jako ojciec chrzestny Weronisi, także zakochałem się w tej małej kruszynce do szaleństwa. Gdy tylko dorośnie, to opowiem jej o Grzesiu, wszystko co tylko będzie chciała wiedzieć.
 
Grzegorz, cały czas chciał się doskonalić. Nigdy nie miał dość. Po skończonych studiach magisterskich poszedł na podyplomowe studia z Praktycznej Psychologii Społecznej w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Warszawie. Wiedział doskonale, że same studia inżynierskie nie dają możliwości poznania człowieka. A interesował go człowiek, jego doznania, myśli i emocje. Kiedyś powiedział mi, że marzą mu się jeszcze studia doktoranckie. Ale chciał je zrobić tylko dla siebie, tak hobbystycznie i jak mówił, jeszcze nie teraz, możesz kiedyś.
 
Teraz pisze doktorat ze swojego życia, a jego recenzentem jest Bóg. Ale wierzę, że się obroni, bo Grzegorz był jedną z najwspanialszych osób, które miałem przyjemność znać w swoim życiu. Dla mnie, był nie tylko bratem ale i najwierniejszym przyjacielem. Jestem pewien, że kiedy nadejdzie mój czas, to On będzie tam na mnie czekał. Jak zawsze...
 
 
 
Hostowane na o12.pl